Jak łagodnie wejść w rytm po urlopie? ⛱️
„No i po wszystkim”.
„Koniec tego dobrego”.
„Czas wrócić do tej beznadziejnej szarej rzeczywistości”.
Znasz to?
Początek sierpnia jest pod tym względem dość osobliwy, bo jedni właśnie pakują walizki i wyjeżdżają, inni wracają, jeszcze inni próbują nie patrzeć zbyt często w kalendarz, bo ten bezczelnie przypomina, że lato jednak nie będzie trwało wiecznie. Tak, wiem, też nad tym ubolewam. Dla wielu nauczycielek i nauczycieli sierpień też ma swój specyficzny smak: formalnie wakacje nadal trwają, a gdzieś z tyłu głowy zaczyna już majaczyć wrzesień.Pamiętam ten czas bardzo dobrze, był wyjątkowo pełen napięcia i jakiegoś takiego swoistego oczekiwania.
I właśnie wtedy może pojawić się coś, czego czasami zupełnie się po sobie nie spodziewamy, a dokładnie całą gama trudnych emocji: smutek, rozdrażnienie, napięcie, niechęć, trudność ze skupieniem, a nawet poczucie straty.
Bo powrót z urlopu jest zmianą, a każda zmiana, również ta zupełnie zwyczajna i przewidywalna, wymaga od naszego organizmu ponownej adaptacji.
Możesz tęstkinć za tym, jak żyło Ci się przez ostatnie dwa tygodnie.
Podczas urlopu zmienia się przecież znacznie więcej niż miejsce, a także rytm dnia, liczba obowiązków, ilość bodźców, sposób korzystania z czasu, a czasem i sposób traktowania siebie 💚
Być może przez kilka czy kilkanaście dni można było później wstać, dłużej siedzieć przy śniadaniu, spontanicznie gdzieś pojechać, przeczytać pół książki w środku dnia albo przez godzinę robić coś kompletnie nieproduktywnego i – o zgrozo – świat się od tego nie zawalił.
A potem wracamy
I możemy jednocześnie cieszyć się własnym łóżkiem, ludźmi w pracy, codziennymi rytuałami czy projektami, które naprawdę lubimy, oraz czuć żal, że skończył się czas większej swobody. Ważne jest to, aby pomieścić te dwa doświadczenia naraz. My natomiast często próbujemy natychmiast zdecydować, które z nich jest „właściwe”.
Tymczasem ambiwalencja jest bardzo ludzką reakcją na zmianę. Można lubić swoją pracę i tęsknić za urlopem, wracać do czegoś ważnego i wartościowego, a jednocześnie potrzebować kilku dni, żeby znowu się w tym odnaleźć, można nawet poczuć ukłucie smutku, patrząc na zdjęcia sprzed tygodnia, i wcale nie wyciągać z tego natychmiast wniosku, że nasze codzienne życie wymaga generalnego remontu.
Uważaj na opowieść o „szarej rzeczywistości”.
Jest jednak jedno zdanie, któremu przyglądałabym się szczególnie uważnie: „No dobra, urlop się skończył, czas wracać do szarej rzeczywistości”.
Zapewne dobrze wiesz, że język, którym opisujemy własne życie, ma znaczenie. Jeżeli przez cały rok czekamy na dwa tygodnie, podczas których „wreszcie żyjemy”, a pozostałą część roku nazywamy szarą rzeczywistością, warto się temu przyjrzeć trochę głębiej 💚
Może wcale nie chodzi wyłącznie o urlop?
Może odpoczynek pokazał nam, jak bardzo brakowało nam snu, wolniejszego poranka, ruchu, kontaktu z bliskimi, czasu bez telefonu, możliwości pobycia samemu ze sobą albo zwyczajnego nicnierobienia? Może to, za czym tęsknimy po powrocie, jest informacją o potrzebach, które przez resztę roku zbyt łatwo spychamy na koniec kolejki? I właśnie dlatego zamiast próbować „przeżyć powrót do rzeczywistości”, wolę myśleć o nim jako o powrocie do pewnego służącego nam rytmu.
Czasem nam się wydaje, że pierwszy dzień po urlopie jest egzaminem z produktywności.
Znam ten mechanizm aż za dobrze: skoro odpoczęłam, powinnam teraz mieć energię, motywację, błysk w oku i najlepiej jeszcze od rana wykreślić siedemnaście pozycji z listy zadań.I to najlepiej na 2892365 %!
Tylko że my nie jesteśmy maszynami i to działa trochę bardziej skomplikowanie. Po okresie funkcjonowania w innym rytmie potrzebujemy ponownie przyzwyczaić uwagę, ciało i emocje do większej liczby obowiązków, decyzji, terminów i bodźców. Próba wejścia pierwszego dnia na sto procent może więc sprawić, że już wieczorem zaczniemy się zastanawiać, gdzie właściwie podziały się wszystkie nasze „naładowane baterie”.
Dlatego, jeśli masz na to wpływ, pierwszych dni po powrocie nie wypełniaj po brzegi. Zostaw przestrzeń na przejrzenie wiadomości, uporządkowanie spraw, przypomnienie sobie, gdzie coś zostało przed urlopem, rozmowę z ludźmi i zwyczajne ponowne rozeznanie się w rzeczywistości.
To również jest praca.
Nie nadrabiaj całego życia pierwszego dnia po powrocie, bo się zajedziesz.
Po powrocie łatwo wpaść w pułapkę wielkiego nadrabiania i robienia miliarda rzeczy jednocześnie: maile, telefony, zakupy, pranie. dom, spotkania z bliskimi. Oczywiscie wszystko wydaje się pilne i megaaaa ważne, ponieważ przez jakiś czas było odłożone.
Nie wie, jak ty masz, ale mi pomaga wtedy bardzo proste pytanie:
Co naprawdę musi wydarzyć się dzisiaj, a co spokojnie może poczekać do jutra albo do końca tygodnia?
Nasza głowa często wrzuca rzeczy zaległe do jednego mentalnego worka z napisem „NATYCHMIAST”, ale moim zdaniem warto ten worek rozpakować.
Wybranie dwóch czy trzech rzeczy, które rzeczywiście wymagają naszej uwagi, daje znacznie większą szansę na spokojne odzyskanie poczucia sprawczości niż heroiczna próba nadrobienia dwóch tygodni życia w osiem godzin.
Przywracaj rytm ciału, zanim zaczniesz wymagać od głowy.
Jeżeli na urlopie godziny snu, jedzenia i aktywności mocno się przesunęły, dobrze dać sobie kilka dni na stopniowy powrót do wcześniejszego rytmu. Niby to oczywiste. ale tak sobie myślę, że często o tym zapominamy.
Szczególnie sen potrafi zemścić się za pomysł: „dzisiaj jeszcze wakacje, a jutro pobudka o 5.45 i zaczynam nowe życie”, a przecież nasz organizm lubi przewidywalność bardziej niż jakieś ambitne plany.
Dlatego kilka dni wcześniej można stopniowo przesuwać godzinę snu i pobudki, wracać do regularniejszych posiłków, ruchu oraz codziennych rytuałów. To niby takie małe rzeczy i drobiazgi, które nie brzmią jakoś bardzo spektakularnie, ale właśnie takie mało rzeczy, akty mikrodbania o siebie bardzo często najlepiej regulują nasz układ nerwowy i pomagają wejść w nowy rytm.
Może warto wrócić trochę inaczej?
No cóż, cudownie byłoby wrócić do pracy z większą świadomością swoich granic, z kilkoma wakacyjnymi rytuałami, które nam służą i które warto zaaplikować do codziennego życia. No i nie oszukujmy się, z odrobinę mniejszą gotowością do oddawania całej swojej energii błahostkom, które tak naprawdę nie mają wpływu na jakość Twojego życia. Kluczowe jednak w tym wszystkim jest to, aby być dla siebie wyrozumiałą, życzliwą i przestać się tak ciśnieniować, czego nam obu baaaardzo życzę 💚💚💚



0 komentarzy