Ciało nie zna dat, czyli o micie nowego początku
Tak, kalendarz pokazuje już prawie luty, a nasz wewnętrzny krajobraz wciąż pozostaje głęboko zimowy. Warto pamiętać, że nasz organizm nie przechodzi przez granicę miesięcy w sposób symboliczny, a układ nerwowy nie reaguje na zmiany nazw w kalendarzu. Regeneracja po długotrwałym całorocznym przeciążeniu również przebiega falami, z momentami pozornej poprawy i ponownego cofnięcia się w stronę zmęczenia, a czasem nawet wyczerpania 🌱✨
To doświadczenie bywa szczególnie wyraźne u kobiet, które przez wiele miesięcy funkcjonowały w trybie stałej odpowiedzialności, gotowości i emocjonalnej obecności dla innych. Wiele z nas wchodzi w ten moment z ogromnymi wymaganiami i oczekiwaniami wobec siebie. Próbujemy planować, poprawiać się i przyspieszać dokładnie wtedy, gdy organizm najbardziej potrzebuje zwolnienia, spowolnienia i regeneracji po miesiącach napięcia, odpowiedzialności i ciągłej gotowości. Mamy ciągle zimę, okres wyciszenia i spokoju w naturze, a nie szaleństwa rozwoju i raptownego wzrostu 🌲
Luty często pełni rolę miesiąca przejściowego
Luty często pełni rolę miesiąca przejściowego zawieszonego pomiędzy obietnicą nowego początku a realnym stanem naszych zasobów, no które zimową porą do największych nie należą. Z jednej strony pojawia się więc więcej światła, dni są ciut dłuższe, tak więc nadchodzą subtelne sygnały zbliżającej się zmiany, a z drugiej strony ciało nadal może domagać się spokoju, oszczędzania energii i łagodności wobec siebie. Zresztą łagodność i serdeczność wobec siebie to jest zawsze dobry pomysł, bez względu na porę roku.
Zmiana nie zaczyna się w styczniu czy w lutym, bo nam się tak podoba
W tym czasie łatwo ulec wrażeniu, że coś „powinno” już działać lepiej, że energia powinna wracać szybciej, a motywacja być bardziej dostępna. Tymczasem psychika i biologia rzadko podążają za społecznym rytmem oczekiwań 🌱✨
Wiele z nas doświadcza w lutym dodatkowego napięcia wynikającego z porównań z innymi, z narracjami o produktywności i przekazem, że początek roku dawno minął, więc pora wziąć się w garść i do roboty. Tego rodzaju presja potrafi uruchamiać wtórne poczucie winy, które wynika z rozbieżności pomiędzy naszym wewnętrznym tempem a zewnętrznymi komunikatami kultury.
A przecież dni nadal są krótkie, światła jest mało, a nasz układ nerwowy naturalnie funkcjonuje w trybie oszczędzania energii. Nasze ciało też nie pozostaje obojętne, ono wciąż dochodzi do siebie i regeneruje się po przeciążeniu w ciągu całego roku.
Zima kieruje uwagę do środka, zachęca do słuchania ciała i sprawdzania, co naprawdę domaga się troski, zanim pojawi się przestrzeń na kolejne cele i wymagania. Pięknie pisze o tym autorka książki “Zimowania”, Katherine May, pokazując, że wycofanie nie jest porażką, lecz niezbędnym etapem odbudowy ✨
Przecież układ nerwowy, który wciąż się reguluje, reaguje na takie napięcie wycofaniem, spadkiem energii lub nasileniem zmęczenia. Jeśli miałaś fantazję na ten temat, aby od siebie tylko ciągle wymagać (to zawsze jest zły pomysł!), to tym bardziej zimą po prostu sobie trochę odpuść. I to nie jest o marazmie i gnuśnięciu, tylko o mądrym i zdrowym podejściu do siebie. Można się motywować, mobilizować i budować poczucie sprawczości, bez nieustannego ciśnieniowania siebie i bycia dla siebie wredną jędzą. To taki balans.
Zapominamy, że z perspektywy psychologicznej i neurobiologicznej luty nadal pozostaje częścią zimowego cyklu
Procesy odbudowy, integracji doświadczeń i regeneracji układu nerwowego trwają dłużej, niż nam sugeruje kalendarz. Tak, wiem, ja też baaardzo bym chciała, aby pewne rzeczy działy się szybciej i sprawniej, ale naszej natury i biologii nie zmienisz. Zima to czas, w którym organizm porządkuje to, co przez miesiące było odkładane, a psychika „trawi” emocje, które wcześniej musiały ustąpić miejsca działaniu. Ten etap bywa mało widowiskowy, często trudny do opisania i łatwy do przeoczenia. Jest on jednak kluczowy dla późniejszej gotowości do zmiany. Jeśli nie dasz sobie zimą prawa do zwolnienia, regeneracji, odbudowy, to tak jakbyś niemowlakowi, który jeszcze nie raczkował i ledwo siada, kazała jak najszybciej chodzić, a nawet biegać,
Trwała zmiana rzadko rodzi się z presji i przyspieszania
Taka zmiana potrzebuje momentu osadzenia, stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa w ciele. Luty może być przestrzenią delikatnego sprawdzania, uważnego przyglądania się temu, co wraca wraz z dłuższym dniem, światłem i rodzącą się do życia przyrodą, a co nadal domaga się odpoczynku. To może być czas, w którym warto słuchać sygnałów zmęczenia, być na siebie jeszcze bardziej uważną, zamiast je zagłuszać. Kluczowe, aby traktować brak pośpiechu jako formę troski, samoopieki, a nie jakiegoś naszego braku czy deficytu.
W naszym klimacie prawdziwe początki często pojawiają się dopiero wtedy, gdy organizm czuje, że ma na czym się oprzeć i że jest w fazie odbudowy swoich zasobów. Początek roku może być super startem, w którym się coś przygotowuje, zanim w ogóle pojawi się gotowość do zmiany. Z perspektywy psychologicznej i neurobiologicznej luty nadal pozostaje częścią zimowego cyklu. Procesy odbudowy, integracji doświadczeń i regeneracji układu nerwowego trwają dłużej, niż sugeruje kalendarz. Luty może pełnić właśnie taką funkcję: czasu przejścia, takiego “pomiędzy”, w którym nic nie trzeba przyspieszać, a wiele można uszanować i uhonorować. I do tego baaaardzo Cię zapraszam



0 komentarzy