BLOG

A jakby tak zacząć… odpuszczać i uczyć się rezygnować?

paź 23, 2025 | Wypalenie zawodowe

A jakby tak zacząć… odpuszczać i uczyć się rezygnować? 

 

Narracja tego świata, o tym, że powinniśmy być niemal jak mityczne niezniszczalne postaci i bogowie lub boginie z Olimpu oraz hołdowanie zasadzie “mocniej, szybciej, bardziej”, to wszystko generuje w nas przekonanie, że nie powinniśmy sobie dawać przyzwolenia do jakichkolwiek słabości, niedomagań czy gorszej kondycji psychofizycznej. Że powinniśmy być zawsze jak maszyny. Do wiecznej dyspozycji i zawsze na najwyższych obrotach 🙈

A wiesz, że jednym z puzzelków prawdziwejj self – care jest właśnie rezygnowanie i odpuszczanie? Powiedzenie sobie “nie, więcej nie dam już rady, to dla mnie za dużo”

🌱 Dlatego, gdy masz wrażenie, że toniesz w obowiązkach:

  • zatrzymaj się na chwilę. Nie wszystko musi być zrobione od razu. Czasem najlepszą strategią jest odpoczynek.
  • przypomnij sobie, że nie musisz być idealna. Wystarczysz taka, jaka jesteś, nawet gdy nie spełniasz wszystkich oczekiwań.
  • zadaj sobie pytanie: które z tych zadań naprawdę są ważne? A które można odpuścić lub przekazać innym?

 

To ewidentnie znak, że pora powiedzieć “stop” i zadbać o siebie. Nie możesz pomóc innym, jeśli nie zadbasz o własne siły.

Często słyszę: “Marta, ale jak odpuszczę, to na pewno coś stracę”, “coś zniknie bezpowrotnie, jakaś szansa”. No właśnie, ostatnio właśnie się z tym mierzę i nie jestem w tym osamotniona. Z poczuciem straty za tym, co mogłam zyskać, za tym, z czego zrezygnowałam, co świadomie odpuściłam. 

Na przykład kilka dni temu mogłam godzinami spacerować w Łebie. Była przepiękna, słoneczna pogoda, mogłam też jechać do aquaparku z całą rodziną. Nie zrobiłam tego. Było mi przykro, smutno, miałam poczucie jakiejś straty, trochę jakbym czuła gorzki posmak w ustach. Może to brzmi kuriozalnie, ale jednocześnie mam poczucie dokonania dobrego wyboru, zaopiekowania się sobą i ta strata stała się tak naprawdę zyskiem. O ironio, długofalową ochroną moich zasobów energetycznych, emocjonalnych i poznawczych. 

 

Ale o co chodzi? Jednak kilka lat temu zdecydowałam się na studia psychologiczne i bardzo potrzebuję je skończyć, i to jest (nie)stety ta cena. A ukończenie ich to, o ironio, jest jakąś metaforą zaopiekowania się sobą, swoją przyszłością, swoją pracą. 

Ostatnimi czasy bardzo dużo rozmyślam o odpuszczaniu, rezygnowaniu, czyli tej części uniwersum self-care, prawdziwej self-care, o której chyba ciągle za mało się mówi. 

 

🌱 Bo prawdziwa troska o siebie to życie w wiecznej krainie szczęśliwości, ale to życie, w którym mierzymy się z przeciwnościami losu, kryzysami. Czasem, a nawet dość często, jesteśmy w dyskomforcie, czasem w jakimś stanie ambiwalencji. To wzięcie odpowiedzialności za swoje życie i dokonywanie wyborów, co często jest obciążające i wymagające. 


To chyba jest trochę o żałobie, może nie przez wielkie „Ż” (jakkolwiek to nie brzmi), ale w sumie psychologia społeczna i rozwojowa jasno mówi, że poczucie straty, zapłakania za czymś, co nas ominęło i w czym nie partycypowaliśmy, jest startą, a przecież przeżycie straty to najprostszych stanów nie należy. 

W artykule o “Non-death loss / non-death grief” znalazłam informacje, że żal wywołany stratami, które nie są śmiercią (np. utrata zdrowia, relacji, możliwości, marzeń) to pełnoprawna forma żałoby, choć często społecznie nieuprawniona, często banalizowana i bagatelizowana. Trochę taka żałoba „odrzucona” społecznie, bo nieuznawana, niezauważana albo uznawana za zbyt błahą, aby o niej mówić. No bo sama posłuchaj, jak to brzmi, czuję się jak w żałobie, bo ma  poczucie straconej szansy, że na przykład na jakiejś konferencji mogłam dostać kolejną propozycję współpracy, a na tym szkoleniu sporo zarobić… No jestem pewna, że mały “linczyk” spadłby na wiele z nas, gdybyśmy tak opowiadały o swoich emocjach i przeżyciach. 

Kenneth Doka nazywa to “disenfranchised grief”, czyli żałobą „odrzuconą” społecznie, bo nieuznawana, niezauważana albo uznawana za błahą, nieuprawomocnioną (np. żal z powodu utraconych szans zawodowych)

 

Te stracone szanse, możliwości, trzeba moim zdaniem często przepłakać, wystać w tej cholernej niewygodzie i uwaga, po jakimś czasie można odczuć stan ulgi, że w końcu podjęłyśmy decyzję. 

Oczywiście nie jest to łatwe, ale na szczęście wiem, że to nieunikniona część procesu. Mam świadomość, że jeśli nie godzę się na jakiś projekt, nie biorę udziału w jakiejś konferencji, projekcie, programie, nie idę na jakieś super spotkanie, to oczywiście coś tracę i zapewne poczuję jakiś lekki żal, stratę, smutek czy przygnębienie. I to jest normalne. 

🌱Dlatego, pamiętaj proszę: 

👉Nie jesteś maszyną: Ciągłe udawanie siły prowadzi do wypalenia. Masz prawo do słabości i odpoczynku. Tak mają ludzie na tej planecie.

👉Siła to umiejętność proszenia o pomoc i polega na przyznaniu, że nie musisz radzić sobie ze wszystkim sama.

👉Siła to umiejętność powiedzenie: “nie, dziękuję, muszę zrezygnować, nie dam rady”

👉Emocje nie znikają: tłumienie i udawanie, że wszystko jest w porządku, nie rozwiązuje problemów. Tłumione emocje wrócą ze zdwojoną siłą i wybuchną niczym wulkan. 

👉Nie musisz nikomu nic udowadniać: jeśli jesteś ciągle silna i dzielna dla innych, to zapewne zaprowadzi Cię to do zaniedbania siebie. Masz prawo do opieki nad sobą ❤️

 

Proszę, pamiętaj, warto dać sobie przestrzeń na słabości, upadki, regenerację  i przerwy, bo to część dbania o siebie. A siebie w końcu masz tylko jedną 🌱

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

trzy + 20 =

Nazywam się Marta Młyńska

Nazywam się Marta Młyńska

Jestem psycholożką, edukatorką, trenerką, twórczynią warsztatów, coachką zmiany.

Działam na polu edukacji, psychologii i rozwoju osobistego. Pomogę Ci poradzić sobie z tym, co trudne – lękiem, stresem, wypaleniem zawodowym, depresją, Byś mogła żyć bardziej świadomie, budować odporność psychiczną i dobrostan.

Instagram