Nie wiem czy znasz wyrzucanie sobie, że jest Ci ZA DOBRZE. Że w dupie się poprzewracało. Że inni cierpią, na świecie jest tyle zła, głupoty, ignorancji, cierpienia, a Ty tu rozsiadasz się w radości, euforii i latasz z bananem na twarzy?
A przecież wiadomo jak jest. Kryzys ekologiczny, migracje, cierpienie ludzi wokół, pandemia, strach przed niewiadomym.
Ja znam. Włączające się wyrzuty sumienia. Biczowanie, że “inni mają gorzej”, umniejszanie swojej radości, zadowoleniu z życia, a nawet szczęściu, bo przecież “inni cierpią” i “to nie wypada”. A ja tu sobie pozwalam na jakieś ekstatyczne przeżycia. I wjeżdzało “powinnaś współodczuwać, a nie się z pierdół cieszyć, “świat to nie jest piękne miejsce”, „czasy są trudne” i milion innych.
Dopiero jakiś czas temu zrozumiałam, że to kolejny bullshit. Że moje umartwianie się i poczucie winy sprawią tylko, że popadnę w apatię i poczucie beznadziei, a to na pewno nie bedzie sprzyjać robieniu dobra.
Ktoś zapyta, ok, ale co mam zrobić, gdy na świecie jest tyle nieszczęścia, klęsk, cierpienia i przemocy? Moja recepta: być szczęśliwą. Bo tylko wtedy, gdy będziemy zadowoleni z życia, będziemy mogli pomagać innym, wspierać ich, skuteczniej działać.
Natalia de Barbaro powiedziała kiedyś, że kluczem jest bycie lojalnie szczęśliwą wobec innych. Że jak jest jesteśmy szczęśliwi, to jesteśmy solidarni wobec innych.
To może warto pozwolić sobie rozsiąść się w radości czy szczęściu? Pozwolić, aby one na dłużej zagościły w naszym życiu? Tym razem bez wyrzutów sumienia i obwiniania się?



0 komentarzy